Prędkość ucieczki

Po kolejną książkę spod pióra Remigiusza Mroza nie trzeba było mnie specjalnie zachęcać, jednak po przeczytaniu kilku opinii na temat Prędkości ucieczki stwierdziłam, że tylko potwierdziło moją chęć przeczytania tej książki. Wcześniej przyznaję bez bicia czytałam kryminały, dlatego ciekawa byłam jak tworzył on na początkach kariery powieść historyczną. Nie jest to pierwsza powieść Remigiusza, którą przeczytałam, ale za to pierwsza, która dała mi ogromną przyjemność z czytania. Może to kwestia tego, że na przestrzeni lat pracował nad swoim warsztatem literackim.

O czym ta historia

„Prędkość ucieczki” to powieść historyczna. Plus ode mnie za wielowątkowość, zdecydowanie preferuję kiedy fabuła lektury nie jest ściśle oparta tylko i wyłącznie na jednej prostej. Wracając do rzeczy, historia ma miejsce w sierpniu roku 1930 kiedy to nieubłaganie nad Polską wisiała wojna. Głównymi bohaterami są bracia – Bronek i Staszek. Oboje w tym trudnym czasie muszą spełnić pewne zadania. Bronek – starszy z dwójki rodzeństwa, rusza na front, gdzie będzie musiał stawić czoła przeciwnikom, a Staszek musi robić wszystko, aby jego narzeczona Żydówka, którą poprosił o rękę tuż przed inwazją Niemiec, była bezpieczna.

Jaka jest książka?

Pomijam fakt, że książkę tę czytałam trzy razy dłużej niż normalnie zajmuje mi pochłonięcie książki o podobnym formacie, choć czytanie tej historii bardzo mnie wciągnęło. Akcja była dość powolna pomimo wielu wątków, które się w niej pojawiały. W „Prędkości ucieczki” przydałyby się ciekawe zwroty akcji. Nawet takie malutkie, nie wymagam od razu zaskoczenia na poziomie zbierania szczęki z podłogi. 

Potrafiłam się również wczuć w klimat tej powieści. Od samego początku, pomimo szczerych chęci i sympatii do bohaterów, nie umiałam się jednak zagłębić się w historię na tyle, żeby faktycznie ją poczuć.